Felietony, chłodna opinia o futbolu i sporcie za twoim oknem.
niedziela, 10 czerwca 2012

Euro 2012

Włosi w ogniu korupcji zamierzają pomalować świat na niebiesko. Ogołoceni z obrońcy Criscito  i pozbawieni sił w ataku zamierzają się bić o wyjście z grupy. Na nich presja nie spoczywa, to La Furia Roja musi udowodnić, że nie targają nią podziały. 

Squadra Azzurra spowita chmurą korupcji zmierzy się z La Furia Roja, która bądź co bądź Mistrzem Świata i Europy jest, ale brakuje jej podstawowych ogniw, elementów, bez których ta drużyna nie działa prawidłowo. Jednak to  tych pierwszych wypada porównać do układanki puzzle. Selekcjoner Cesare Prandelli ma nie lada ból głowy by zbudować drużynę i rozdzielić zadania w każdej ze stref.

We Włoszech wybuchła kolejna afera korupcyjna, która dziennikarze nazwali ''Calcioscommesse'', w sześć lat po słynnej Calciopoli, w której wyniku Juventus został zdegradowany do Serie B. Wtedy to Włosi zdobyli Mistrzostwo Świata, jednak to już zamierzchła przeszłość. Półwyspem Apenińskim targają teraz wiatry silniejsze niż na Morzu Północnym. Kadra w jej skutek została ogołocona z obrońcy Domenico Criscito, który wydawał się mieć pewne miejsce w jedenastce Włochów. Bez niego reprezentanci dalej będą wierni hasłu ''Pomalujmy świat na niebiesko''. Wszak wydaje się, że oni w obliczu huraganu są jeszcze silniejsi, mimo, że zaburzenia wkradają się z każdej strony. Jeśli wierzyć opiniom stają się spojonym kolektywem, który niczym głaz ma wyjść naprzeciw przeciwnościom. Squadra Azzurra w ponurym dla siebie czasie szczególnie upatruje chwil radości. Zwycięstw. Skazywana na pożarcie może wznieść się nad poziomy swą motywacją i pokazać, że jeszcze coś znaczy na europejskiej scenie. Ciosem powinna być dla nich afera korupcyjna. Lecz oni mogą ją przekształcić w swoją największą zaletę, gdyż nie mając znaczących sił w kadrze zdolnych dojechać do podium turnieju, będą upatrywać swych plusów w taktyce i problemach rywali. 

Linią ataku ma dyrygować wiekowy już Antonio Di Natale, który do odmładzanej przez Prandelliego kadry nie pasuje. Jest jak puzzel, którego trzeba dopasować, by osiągnąć zyski i stworzyć pełny obraz, zamaskować ubytki. Nastrzelał w minionym sezonie 29 goli i wkupił się w łaski selekcjonera. Mimo iż ma niespełna 35 lat zasługuje na szacunek - wszak to główne hasło Mistrzostw Europy. Ma załatać wyrwę w ataku i skleić jedenastkę swoim doświadczeniem, choć w kadrze rozegrał niespełna 40 spotkań. Nie widać następców w Serie A dla napastnika z małego Udinese, które wprowadził do Ligi Mistrzów. Będąc u schyłku kariery mógłby oddać miejsce młodym lisom, lecz gdzie Ci się podziali? Kryzys włoskiej piłki odbija się na narodowej kadrze, która nie ma z czego czerpać, i z pustego Salomon nie naleje, jak głosi przysłowie, tak Włosi są bezradni w swoich poszukiwaniach. 

Na Euro nie dotarł Giuseppe Rossi, wykluczony z powodu zerwanych więzadeł. Antonio Cassano wrócił do piłki w maju, a Balotelli to charakter wielce ryzykowny i chimeryczny. Miał w kadrze za swe zachowanie już nie zagrać, ale selekcjoner nie mógł pozwolić sobie na stratę kolejnego puzzla w niebieskiej układance.  W rezerwie są jeszcze Fabio Borini i Sebastian Giovinco. Ten pierwszy grał dotąd w młodzieżowych kadrach kraju. Szansę dostał także w sparingu z USA zakończonym porażką. Trudno spodziewać się, że weźmie na siebie ciężar zdobywania bramek. Zaś pomocnik Parmy wchodził z ławki w dwóch meczach eliminacji do Euro i spotkaniach towarzyskich. Nazywany jest ''Atomową Mrówką'' (nie mylić z Pchłą!) ze względu na swoją szybkość. Był głównym narzędziem zniszczenia w ekipie Parmy. Jego wrzutki w pole karne często kończyły się golami kolegów. Na swym koncie zapisał aż 13 ostatnich podań.  Po jego indywidualnych akcjach rywale drżeli w poszukiwaniu schronów. Wywoływał burzę na skrzydle. Do asyst dopisał także 15 goli. On może być koło Di Natale głównym motorem napędowym Włochów w czasie Mistrzostw Europy.  

Średni wiek pomocników to niewiele ponad 28 lat. Doświadczone lwy mają wprowadzić w środku pola spokój i wyprowadzać ataki. W przekroju całego sezonu powołana ósemka strzeliła 49 goli i zanotowała 35 asyst. Wydaje się, że najpewniejsze miejsce w składzie będą mieć defensywny pomocnik Daniele De Rossi (4 gole, 3 asysty), Andrea Pirlo (3, 14) i Claudio Marchisio(11, 5). By zagęścić środkową strefę w spotkaniu z Hiszpanią selekcjoner może postawić także na Thiago Motte czy Riccardo Montolivo.  Styl gry mistrzów świata jest doskonale znany każdemu. Podopieczni Vicente del Bosque będą grali na małej przestrzeni krótkimi podaniami i poprzez charakterystyczna tiki-takę będą próbowali zdominować grę. By utrudnić im rozegranie piłki Cesare Prandelli najprawdopodobniej postawi na bardziej defensywną jedenastkę.

Włosi mogą sprawić niespodziankę jak wczoraj Duńczycy. Oni nie czują na sobie presji, nie targają nimi wewnętrzne spory ugrupowań madryckich i barcelońskich.  Ich siłą wbrew pozorom będą ich własne słabości. W cieniu Calciopoli sięgnęli po laur na Weltmeisterschaft. Dziś przed sobą mają La Roję, która zagra bez głównego dyrygenta, motywatora szatni i przywódcy Carlesa Puyola. 

sobota, 09 czerwca 2012

Euro 2012

 

 

Mistrzostwa Europy oficjalnie się rozpoczęły. Gdyby ktoś chciał na podstawie obserwacji mojego umysłu podczas meczu otwarcia chciał namalować obraz, musiałby spojrzeć w nić we wrzecionie Mojr. Odradzam, ten umysł nadaje na dziwnych falach.

W czasie meczu nić zmieniała barwy wielokrotnie. Zaczynała się najprawdopodobniej jako brzoskwiniowa, bo to kolor kojarzący się ze skłonnością do uniesień, a tych w ciągu 90 minut było wiele. Później musiała przejść w kolor czerwony, oznaczający zwiększony poziom zdenerwowania. Gdy padł gol dla biało-czerwonych stopień nasilenia barw zmienił się w jasną zieleń, który miał dać nadzieję. Dookoła mnie powstawał arras wyszywany nićmi otaczających mnie kibiców w intensywnych, dopełniających się kolorach. Tkanina w mgnieniu oka zmieniała gradienty, kierując się w stronę ciemniejszych gdy Salpingidis wyrównał wynik meczu otwarcia. Przy decyzjach sędziego Velasco Carballo, niekiedy niesłusznych jak wyrzucenie z murawy Papastathopoulosa umysł wirował w szalonym tempie. Gdy arbiter wyrzucił z boiska Wojciecha Szczęsnego to co pojawiło się na twarzach kilku tysięcy kibiców zgromadzonych w Chorzowie można opisać bezsilnością. Na boisku pojawił się nierozgrzany Przemysław Tytoń. Świadomość podpowiadała, że grając w Holandii obronił kilka ''jedenastek'', ale  przeczucie, że jest w stanie obronić strzał Karagounisa mieszało się z niepokojem o zerowy dorobek punktowy w przypadku porażki, bo kto wie czy gdyby piłka zatrzepotała w siatce nie stracilibyśmy szansy na wyjście z grupy ? powiecie, że do rozegrania pozostały dwie grupowe kolejki, jednak już nie wszystko zależało by od biało-czerwonej jedenastki.

By obejrzeć mecz otwarcia pojawiłam się kilka godzin wcześniej w Śląskiej Strefie Kibica w Parku Chorzowskim. Zlokalizowana ona była na dużej łące, ogrodzonej barierkami, tak by nikt nie mógł obejrzeć spotkania nielegalnie. Wstęp do niej kosztował symboliczne 99 groszy. Chętnych było wielu, wszak grała Reprezentacja Polski.  Organizatorzy zadbali o nagłośnienie i telebimy ? aż cztery na przestrzeni łąki wielkości dwóch boisk do piłki nożnej. Ochrona dbała by nikt nie wniósł na teren fanzony butelek czy tępych narzędzi. Mężczyzn legitymowano, kobiety przepuszczano bez jakichkolwiek dokumentów. Jednak by zostać sprawdzonym przez ochronę, trzeba  było zawczasu zakupić bilet wstępu ? najlepiej na kilka godzin przed spotkaniem, gdy kolejki miały długość 20 metrów, im bliżej pierwszego gwizdka zwiększyły się dziesięciokrotnie. Tłum zgromadzony przed telebimami jak i na trybunie VIP okazywał swe wsparcie kadrze Franciszka Smudy przez 90-minutowy głośny doping. Część odśpiewała hymn, a po nim wszyscy skupili się na meczu. Jęki zawodu po nieudanym strzale Rafała Murawskiego czy posłaniu piłki obok bramki przez Perquisa były dość donośne, ale nic nie mogło się równać z euforią po golu Roberta Lewandowskiego. W ostatnich trzech meczach otwarcia jedenastki nie strzelały goli, ten przejdzie do historii. Tłum wybuchł, emocji nie było końca. Obok mnie ludzie ściskali się, krzyczeli, cieszyli się z prowadzenia przez kilka minut. Nie pamiętam w czyich objęciach wylądowałam, pamiętam, że w euforii skakałam i krzyczałam szczęśliwa. To co potem się stało, można by tłumaczyć brakiem sił. Reprezentanci stracili na szybkości, wyglądali tak jakby zabrakło im benzyny po 1/3 przebytej drogi.

Polacy pewni prowadzenia grali jakby ospale. Zamknięcie dachu mogło spowodować, że reprezentanci grali gorzej, słabiej, by nie powiedzieć ślamazarnie.  W drugiej połowie tempo gry spadło o 50%, a niedokładność podań się zwiększyła. Grecy pozwalali sobie na więcej, stwarzali dogodne sytuacje, ale nie potrafili wykończyć akcji ? choćby Samarasa, który gdyby był w lepszej formie mógłby zapisać na koncie drużyny 3 punkty. Nie dominowaliśmy w środku pola. Zmian nie było, dopływu nowych sił zabrakło. Szkoda, że selekcjoner nie wpuścił Grosickiego czy Sobiecha by rozruszali ofensywę.

Nie sprawdziły się prognozy Jerzego Dudka, który w przedmeczowym studiu postawił na rezultat bezbramkowy. Trafił Michał Żewłakow, który obstawił wynik 1:1, choć po czerwonej kartce dla Wojciecha Szczęsnego było blisko zupełnie innego stosunku bramkowego, po którym mistrzostwa dla nas, zakładając wersję pesymistyczną mogłyby się skończyć.

W czasie meczu na mojej twarzy malowały się różne emocje. Umysł podsyłał kolejne odczucia i nie pozwalał sobie na wytchnienie i stagnację. Z każdą minutą zwiększał się stres, strach o to, że Grecy strzelą bramką i prosto z mego snu Wielki Grek powali na kolana Szczęśnego. Na szczęście moje urojenia się nie sprawdziły, choć bramka dla podopiecznych Fernando Santosa padła. Mecz trwał i trwał w nieskończoność, jakby ktoś specjalnie wydłużał czas - w przeciwieństwie do pojedynku Rosja-Czechy, który toczony w szybkim tempie zakończył się niemal tak szybko jak człowiek potrafi opróżnić butelkę Chardonnay lub innego wina. Obawy przed meczem z kadrą Dicka Advocaata odłożę na półkę, wszak kilka dni do meczu jeszcze zostało.

Podpisuję się pod słowami Przemysława Rudzkiego, dziennikarza Fakt-u i Canal+:

Czuję się, jak skazaniec, któremu prokurator okręgowy pozwolił zejść z krzesła elektrycznego, potem znów kazał usiąść i potem znów kazał zejść.

Jeśli zwizualizuje sobie zwycięstwo z Rosją i zastosuje terapię śmiechem po terapii szokowej jakim był mecz otwarcia to wyjdziemy z grupy, zlejemy Rosjan i pokonamy Czechów?
 

piątek, 08 czerwca 2012

Do boju Polsko!

Eurogorączka dopadła i mnie. Od kilku dni odliczam dni do oficjalnego rozpoczęcia Mistrzostw Europy. Dziś pozostały tylko godziny, z każdą chwilą zbliżamy się do godziny 18:45. Zegar tyka zbyt powoli, adrenalina krąży w żyłach i paranoiczna euforia nie pozwala być pesymistą. Siłą Greków jest kolektyw, podporządkowanie się taktyce. Trudno będzie im strzelić gola, w eliminacjach stracili ich tylko pięć. Każdy wynik powyżej 1:0 będzie niespodzianką. Jeśli wygramy, wpadniemy w szał radości i wierzę, że tak się stanie. Franciszek Smuda zwykł miewać farta, oby dziś przygotował mentalnie drużynę pod dobrym kątem. Kładziemy na reprezentantów dużą presję, oczekujemy wyjścia z grupy, wyrównanej, która jest do przejścia. Atut gospodarza i kilkadziesiąt tysięcy gardeł na Narodowym przyniesie wsparcie i porwie biało-czerwoną jedenastkę. Stadion odleci, gdy będziemy słuchać hymnu. Dziś jestem optymistką i żadne marudzenia i pesymistyczne prognozy do mnie nie docierają, choć wiem podświadomie, że narzucona presja przybrała rozmiary kontynentu i zwiększa się stopniowo zalewając umysły, niczym tsunami. Oby tylko Franz wszedł przed meczem do szatni spokojny i nie wywierał nacisku na zawodników. Wierzę, że możemy wygrać.

Zadaniem selekcjonera jest zdjąć presję z piłkarzy i przygotować ich optymalnie do spotkania, także pod względem psychicznym. Wierzę, że fizycznie są w dobrej formie. Trzy punkty będą cieszyć i nie wywołają negatywnej fali, która przetoczy się jak kula gradowa jeśli podopieczni Fernando Santosa uruchomią silnik i wykorzystają sprezentowane „niespodzianki”.

Nie spodziewam się futbolu na najwyższym poziomie, raczej nudnego spotkania, w którym przeważy jeden gol. Wybijania na oślep, fauli, kartek, brzydkiego meczu, ale zakończonego zwycięstwem gospodarzy. Brońmy konsekwentnie, wdziejmy zbroje i przygotujmy się na bitwę stulecia, na nalot groźnych Greków, którzy za wszelkie punkty będą bronić dostępu do pola karnego, kosztem kruchych kości rywali. To będzie bitwa, pierwszy epizod w długiej wojnie, która miejmy nadzieję przetrwamy i nie zakończymy zmagań wyczerpani i przetrzebieni kontuzjami po fazie grupowej. Czekają nas kręgi piekielne, Grecję wyobrażam sobie jako ostatni krąg, o którym pisał Dante, a znajdowali się w nim najwięksi zbrodniarze. Wyobraźnia przywołuje obraz Greka, który wznieci pożar i swym zaangażowaniem wygra mecz, i osłabi Naród Polski, który popadnie w marazm. Chocholego Tańca nie mam zamiaru obserwować. Chory umysł podpowiada, że złowrogie nastroje nadpłyną i przegonią te optymistyczne z prędkością światła.

Spoglądając kątem oka w historię, nie mam odwagi otworzyć szerzej oczu i wbić sobie do głowy, że w meczach otwarcia wielkich turniejów grały zupełnie różne jedenastki i dziś będzie inaczej.

Od 1974 kolejno traciliśmy punkty w 1978, 1982, 1986, 2002, 2006, 2008. Co zawodziło? Skuteczność, mentalność, nieprzewidywalność piłki? Dziś serce kołata szybciej niż zwykle, puls jest przyspieszony i nic nie wskazuje by do 18;45 zwolnił. Miejmy nadzieję, że szpitale są przygotowane na wypadek zwiększonej liczby zawałów tego wieczoru. 

Od 38 lat różne jedenastki wychodziły na boisko i żadna z nich nie przerwała klątwy pierwszego spotkania. Wtedy w 1974 roku na mundialu w RFN wygraliśmy z Argentyną i był to nasz ostatni wygrany mecz otwarcia. Na Wielkich Turniejach dostawaliśmy baty, zbieraliśmy cięgi i klątwy nie złamaliśmy. Może czas udać się do wróżki lub złożyć dary pod posągiem Bogów? Przychodzą mi do główki irracjonalne pomysły. Nie natrafić na czarnego kota, zamknąć oczy gdy Lewandowski będzie przy piłce, by przypadkiem się nie zawieść gdy zmarnuje doborową sytuację. Zebrać wszystkich Herosów i Superbohaterów i wierzyć, że siły wyższe sprawią, że padnie gol. 

 

 

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 27
| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
O autorze

Follow my blog with Bloglovin bloglovin

Blogi Sportowe
  • Piszę także na Pubsport.pl
  • Pubsport.pl Kasia Bącalska

    Utwórz swoją wizytówkę wiadomości sportowe, publicystyka, sport na żywo, blog sport