Felietony, chłodna opinia o futbolu i sporcie za twoim oknem.
Blog > Komentarze do wpisu

Euro slajs: Emocje, gole, zmarnowane

Euro 2012

Za nami trzeci dzień Mistrzostw Europy. W dwóch spotkaniach padło sześć goli. Na początek Hiszpanie zremisowali z Włochami w Gdańsku 1:1. Po nich na boisko w Poznaniu wybiegli Irlandczycy i Chorwaci. Ci drudzy po bramce Jelavica i dwóch trafieniach Mario Mandżukica wygrali 3:1 i przewodzą w grupie C z trzema punktami po pierwszej kolejce.

 

Nieswoja La Roja na remis. Wiekowy Di Natale nadzieją Squadra Azzurra

Po Holendrach, wicemistrzach świata, rozczarowali Hiszpanie, którzy zaledwie zremisowali z reprezentacją prowadzoną przez Cesare Prandelliego.

- Pojedynek klubowy zakończył się remisem. W Gdańsku zagrało czterech zawodników Realu Madryt, pięciu FC Barcelony i sześciu Juventusu (Stara Dama ma 50% praw do Giovinco)

- Hiszpanie zagrali szóstką pomocników, bez napastnika. Jak to ujął Dariusz Szpakowski, komentujący ten mecz -  na boisku pojawili się piłkarze "sytuacyjni". Fabregas odgrywał rolę fałszywej dziewiątki. Mimo, że był niewidoczny, jedną akcją dał drużynie remis.

Włosi grali dobrze w obronie. Oba zespoły grały ostrożnie, zachowawczo, nie odsłaniały się, czekały na odpowiednią sytuację, nie ryzykowały. Sytuacje zmarnowali zarówno Torres jak i Balotelli.

Piłkarze Prandelliego zagęścili pole karne i nie pozwalali dojść do sytuacji strzeleckich reprezentantom La Furia Roja. Doskonale taktycznie realizowali schemat nałożony przez szkoleniowca. Grali pressingiem, pilnowali rywali. Gdy próbował strzelać Xavi, zaraz pojawiało się przy nim trzech defensorów. Daniele De Rossi zajął pozycję w trzyosobowym bloku obronnym. Nie może to dziwić, wszak w Romie Luis Enrique wystawiał go jako stopera, przesuwając z pomocy do drugiej strefy. 

Prandelli przeprowadził dobrą zmianę zmieniając niewidocznego, mającego na koncie żółta kartkę Balotellego i wprowadzając w jego miejsce Di Natale. Wcześniej zawodnik Manchesteru City zmarnował "setkę", najpierw odbierając piłkę Ramosowi, by dać ją sobie wygarnąć  tuż przed bramką. Obrońca Realu Madryt ośmieszył go, bowiem 3 sekundy wcześniej był 5 metrów za nim. Jego szybkość zapobiegła stracie bramki, ale i jego błąd mógł się zakończyć porażką La Roja. Balotelli zmarnował kilka dogodnych sytuacji, nie odnajdywał się na boisku, grał statycznie, nie biegał, nie angażował się w grę defensywną, nie cofał się do linii pomocy. Słusznie został zdjęty po godzinie gry.  

Pirlo rozprowadzał piłkę, przerzucał ją z wyczuciem. Akcję wiekowych piłkarzy zwieńczył gol. Pomocnik Juventusu podał do wychodzącego na pozycję Antonio Di Natale, a ten plisowanym strzałem pokonał Ikera Casillasa. Zagapili się Pique, Ramos nie ubezpieczał kolegi. 

Chwilę po bramce dla Włochów wyrównał Fabregas, który ujawnił się spod peleryny niewidki. Zszedł ze skrzydła do środka pola i umieścił piłkę w bramce Gianlugiego Buffona po podaniu Silvy. Były Kanonier potrzebował ledwie 3 minut po zimnym prysznicu zesłanym przez Di Natale, by obudzić swój temperament. Rozgrywający Citizens w pierwszych minutach meczu dobrze przytrzymywał piłkę, rozrzucał ją na skrzydła, ale w miarę upływu czasu gasł i nie potrafił nadać ikry grze zespołu, pobudzić kolegów.

Trzy sytuacje zmarnował efektownie Fernando Torres. Zmienił po 70 minutach Fabregasa. Zamiast powiewu świeżości i efektu bryzy morskiej wniósł do meczu elementy komiczne. Komedie tworzone przez Woody’ego Allena się przy nim chowają. El Nino efektownie zmarnował trzy sytuacje, wywołując salwy śmiechu w kibicach mających w pamięci jego pudła. Trzeba docenić jego łatwość dochodzenia do sytuacji i odnajdywania się w akcjach. Jednak jak na napastnika przystało powinien z zimną krwią wykończyć akcję zespołu. Zabrakło mu wiary we własne umiejętności, sprytu i zimnej krwi.

W kimś trzeba znaleźć kozła ofiarnego remisu i hiszpańskie media wskażą na El Nino. Jego gol mógł dać trzy punkty La Roja, która kolejny pierwszy mecz na wielkim turnieju kończy bez kompletu „oczek”.  (Na Mundialu w RPA Hiszpanie rozpoczęli drogę po triumf od porażki ze Szwajcarią 0:1).

Włoska prasa zarówno może upatrywać winowajcy remisu, wskaże na Balotellego, któremu tego wieczora nic nie wychodziło, poza robieniem groźnych min. Będzie to zupełnie inny stopień rozżalenia niż na półwyspie Iberyjskim. Dla Włochów wyjście z grupy nie jest koniecznością, to opcja, którą mogą wykorzystać. Oni nie rozczarują społeczeństwa tak jak to zrobili dwa lata temu, kończąc mundial na ostatnim miejscu w grupie. Na dziś ich celem jest ćwierćfinał. Jeśli tej fazy nie osiągną, Włosi pretensji mieć większych nie będą mieli. Prędzej obruszą się na rząd, który zadłuża kraj.

Po meczu na stan murawy skarżyli się Xavi i Fabregas, zawodnicy FC Barcelony, którzy są przyzwyczajeni do odpowiednio przygotowanej murawy. Jej długości, odpowiedniego nawodnienia. Po spotkaniu, w strefie mieszanej skarżyli się na jej jakość. Co prawda piłka toczyła się wolniej po boisku, ale dla obu drużyn warunki były jednakowe i nie ma co narzekać. Remis jest wyłącznie wynikiem błędów La Roja i nie wykończonych akcji oraz spartaczonych sytuacji Torresa. Do grona maruderów dołączył Andres Iniesta - wybrany paradoksalnie najlepszym zawodnikiem spotkania.

PS. Zwróciliście uwagę na brak reakcji sędziego na faul Cassano na Casillasie? Zawodnik Milanu bezpretensjonalnie wszedł od tyłu w nogi bramkarza. Jakże on nie ma wstydu by biegać po boisku. W jego wieku takie afery nie przystają. Sędzia powinien pokazać żółty kartonik, szkoda, że olał całą sytuację.

Outsiderzy czy czarne konie?

Mecz outsiderów vel czarnych koni nie rozczarował, przyniósł wiele emocji. Podopieczni Slavena Bilica grali mile dla oka i spychali do głębokiej defensywy piłkarzy Giovanni'ego Trapattoniego, którzy w klasyfikacji wpuszczonych szmat zapewne będą przewodzić. Trzy razy piłkę z siatki musiał wyjmować Shay Given. Dla niego był to katastrofalny występ, nie pomógł swojej ekipie, a zawiódł.  Między słupkami bramki The Boys in Green był dość niepewny, zawinił przy trzeciej bramce dopieszczając piłkę głową.

Gorąca krew przepływała przez żyły walecznych wyspiarzy, którzy ambicją nadrabiali braki techniczne. Nie spuszczali z tonu, kilka razy sędzia musiał gasić „pożary” po faulach. Na boisku nikt się nie oszczędzał. Z tonu nie spuszczano.

Chorwaci grający w przeświadczeniu o zbliżającym się osieroceniu kadry prezentowali się okazale. Nadciągali z szybkością rozprzestrzeniającego się cyklonu do pola karnego Irlandczyków. Mieli szansę na trzeci gol do szatni, ale piłka wpaść nie chciała, przetoczyła się ledwie nad poprzeczką. Za to już po przerwie Mandżukić trafił po raz drugi na 3:1.

Do przerwy w Poznaniu emocje nie pozwalały oderwać oczu od boiska. Piłkarze stworzyli sobie aż 14 sytuacji podbramkowych. W następnej odsłonie zaserwowali kolejnych cztery. Choć celnych strzałów padło osiem, piłkarze mogli się poszczycić skutecznością na poziomie 50%.

Zawodnicy grali szybko, porywająco, choć i chaos wkradał się w ich zagrania, może to i przez pogodę wkradało się trochę przypadkowości w ich grę. Chorwaci dominowali, Irlandczycy próbowali nadrabiać ambicją. Pierwszą połowę tego meczu można uznać za najlepszą w turnieju jak dotąd, a cały mecz zaliczyć do grona najbardziej emocjonujących. 

niedziela, 10 czerwca 2012, cate93
Będzie mi bardzo miło, gdy klikniesz i przeczytasz sportowe artykuły, nie tylko moje. Relacja na żywo? Wpadnij;) http://pubsport.pl/

Polecane wpisy


Follow my blog with Bloglovin bloglovin

Blogi Sportowe
  • Piszę także na Pubsport.pl
  • Pubsport.pl Kasia Bącalska

    Utwórz swoją wizytówkę wiadomości sportowe, publicystyka, sport na żywo, blog sport